Sunday, 19 September 2010

Jakby nie patrzeć okazja ugryzie Cię w dupę!

Czas zapierdziel niemożliwie i od mojego powrotu na rejony lepiej mi znane minęło już, uwaga! 4 miesiące z hakiem! Kuuuuuuurde!

Sezon grillowy w UK już zapewne się kończy a w PL trzeba się szykować na zimę, która jak mówią w mediach (media zawsze kłamią) ma być gorsza niż zeszłoroczna. Tamtej nie dane mi było uświadczyć, a tej nadchodzącej już się boję.
Tyle tytułem przydługiego wstępu do tego wpisu. 4 miesiące minęły i pomimo że zatrważająco szybko i nie wiem sam kiedy to kilka ważnych/istotnych wydarzeń w sobie zawarły. Niektóre pamiętam doskonale, inne zatarły się tak silnie, że tygodnie stały się dniami, a miesiące jedynie kolejnym wizerunkiem Audrey na ścianie sypialni.
Dzisiaj o jednym z tych, które pamiętam świetnie: epizodzie w korporacji.

Otóż jakiś czas temu, po wysłaniu ok. 20 aplikacji w formie e-maila otrzymałem propozycję pojawienia się na tzw. interview. Pomyślałem super.
Cóż, rzeczywistość bywa brutalna i diametralnie różna od tego co sobie wymarzymy.
3 etapy (1 telefoniczny i 2 twarzą w twarz), potem 2 tygodniowe szkolenie, dress code, karty czipowe, kody dostępu, klauzule poufności....a potem lądujesz w boxie (kubiku swoim z 2 ściankami gipsowymi o wysokości 1 metra), przez monitorem, słuchawkami na głowie i lecisz robotykę 8,5 h dziennie aż skończy się świat, padnie Ci mózg, lub skoczysz oknem z tego 15 piętra!
Mój epizod w korporacji trwał 3 dni........
A Wasz?

Czy popełniłem błąd? Okaże się.

Sunday, 12 September 2010

Globalna wioska

Wydaje mi się, ze czasem postęp komunikacyjny może być zwyczajnie okropny. Szczególnie w wypadku dostępności informacji w trybie "live". Rozumiem samoloty, które przedostanie sie z jednego końca Europy na drugi zmieniają w 5 rozdziałów nudnej książki, dwie kolorowe gazety lub szybki sen na wysokościach. Na granicy, ale jednak zgadzam się na telefony czy nawet skype, gdy nie dość ze słyszysz to jeszcze widzisz co Twój stary kumpel akurat dzisiaj będzie miał na obiad, jaka ma nowa koszule lub nowa dziewczynę. OK!
Czemu wiec tak wkurwiła mnie dzisiejsza relacja wyścigu Formuly 1 w jednej z komercyjnych telewizji?
Coz, mysle, ze wina to glownie pogody polskiej, ktora aby uciec nieco w eufemizm: nie rozpieszcza, zeby nie powiedziec, ze od conajmniej 3 tygodni chujem smierdzi i psa na dwor nie wygonić! I nagle, kontemplujac na kanapie ten syf za oknem, gdy godzina 14:30 wyglada juz jak conajmniej 19 widze tych Wlochow!! Podkoszulki, gole klaty, okulary sloneczne, krotkie spodenki! Kuuurwa mac! nie wtrzymalem! Niby nic, a jednak lot odpalony- bomba frustracji pogodowej ruszyla!

Tuesday, 7 September 2010

Repatriant na dorobku

Blog powinien byc chyba w swoim zalozeniu, swojej idei powstania, odzwierciedleniem mysli, dzialan i wydarzen z zycia swojego autora. Takim zerojednynkowym zapisem tego co w realu.

Moj ostatni wpis tutaj to luty 2010............
Slomiany zapal? Byc moze. Natlok wydarzen? No toz tylko o nich blogowac tak? Coz.......

Dzieki Bogu (w Boga nie wierze, ale wyrazenie utarlo sie i w mojej swiadomosci jezykowej) udalo mi sie dobic juz wrzesnia roku panskiego (kolejne!!!).
Zmian co niemiara! Ale poniewaz nie mam zamiaru ocierac sie tutaj o zaden elektroniczny exhibicjonizm nie bede o nich mowil wcale. Jedno jest jasne: Anglia zamienila sie w Polske, kamienista plaza w wykaszany nieregularnie trawnik i betonowy chodnik! Zimne lato i ciepla jesien w cieple lato i cholernie zimna jesien! Tyle co do zmian na ten moment. O kolejnych zapewne niebawem.
Wazne jest jedno: Polska nie taka straszna a kto mowi inaczej ma jakies ukryte powody. Generalizowac nie warto i nie powinno sie, chyba ze na sile chce sie samemu sobie i wszystkim dookola udowodnic cos co istnieje tylko w czyjejs glowie. Kropka. Koniec manifestu!

P.S. Polskie znaki zapisu powroca gdy w koncu i moj komputer odzyska swiadomosc przebywania w tym kraju w srodku Europy, gdzie samochody ciagle.....itd. Jak narazie dumnie trzyma sie swojego przekonania ze za rogiem stoi fish and chips a ekipa jezdzi z lewej strony. Walka trwa.