Friday, 19 November 2010

Kraj kontrastów

Wylewając kolejne żale czuję się jak typowy Polak. Więc kolejne pytanie? Czy tak trudno być Polakiem optymistą?
A co gorsza, co zrobić, gdy wydaje Ci się, że nim jesteś i trafiasz na ścianę?

Polska to ciekawy kraj. Nie uważacie? Oto kolejny przykład.

To chyba jedyne tak ortodoksyjne miejsce na świecie, gdzie niektórzy przedstawiciele rodzimej sceny politycznej nadal wyrażają się o homoseksualizmie w kategoriach zboczenia/dewiacji lub choroby jednocześnie swoimi decyzjami zmuszając większość społeczeństwa do prostytuowania się.
Wyjaśnię, bo sprawa niby znana, a jednak nieco jak kinder niespodzianka, wiesz, że coś jest w środku, a mimo to czujesz się zaskoczony. Tyle, że przy kinderze często miło, rzadziej nie, a politykach i realiach Polski odwrotnie.

Jak to jest, że wystarczy być na dole drabiny żeby wszyscy od razu uznali, że można cię, wybaczcie określenie, mogli ruchać w dupę bez wazeliny? I to w świetle prawa.

Weźmy niusa, którego usłyszałem dwa dni temu jadą z pracy do domu. Nius miał być optymistycznym ujęciem pesymistycznej zapowiedzi. Podwyżka cen prądu dla klientów indywidualnych od stycznia 2011 roku nie wyniesie ponad 10% a jedynie ok.4-5%! Nic tylko lecieć po szampana do Żabki i świętować nieprawdaż?

Kontynuacją tej radości była dzisiejsza rozmowa z A. gdy dowiaduję się, że jeden z głównych dostarczycieli energii elektrycznej w tym kraju na przeciętną imprezę integracyjną wydaje ok. 30.000 PLN! A imprez w roku organizuje ok. 10-15........
Skąd te budżety? Ano z np. tzw. gotowości przesyłowej. Czyli stałej opłaty miesięcznej za to tylko kochani, że macie w domu ten luksus zwany prądem elektrycznym na każde zawołanie. Pstrykasz włącznik i hej presto! Lux es!
Takie podatek od luksusu którym niewątpliwie w anno domini 2010 nadal w Polsce pozostaje prąd! Jak to mawia córka mojej koleżanki "żal.pl". Drogi ten żal.








No comments:

Post a Comment