Ok, tak, przyznaję się. Marny ze mnie blogger. A raczej blogger ze mnie do przypadku do przypadku. I tak jak Kominek (moja dziewczyna zaznajomiła mnie z owym Panem, a czyta go namiętnie z dzienną rotacją), nie komentuję każdego swojego dnia w kraju środka (nieee, nie Chiny, środka Europy) - dla niezaznajomionych z Geografią Europy nadmienię, że leży on właśnie w Kaczogrodzie, ups, Bronistanie.
Kominek dwoi się i troi a ja się lenię. Więc posty zamiast sypać się z rękawa pojawiają się tak rzadko, że nadal nie mam na blogu reklamy za półtora kloca na miesiąc, a nie ukrywam, chciałbym mieć.
Koniec z tym biczowaniem się. Mój kolejny post po dwóch miesiącach milczenia nie może być o niczym. Zwłaszcza, gdy w weekend spotkało się swojego pierwszego pozytywnego followersa, to po a., oraz, że nasza rozmowa z P. nawiązywała do poprzedniego wpisu, to po b.
Jednym słowem pomarudziliśmy sobie na korporacje.
Czy zauważyliście, że korpa jest jak ospa? Każdy Polak urodzony po 75 a przed 95 już przez nią przeszedł, różnie go doświadczyła, otrząsnął się z niej po indywidualnym okresie czasu, lub dalej w niej tkwi myśląc, łudząc się, że to już nie potrwa długo.
Nie chce wracać do tego tematu, ale jedną rzeczą muszę się pochwalić. Każdy człowiek ma bowiem swoje chwile chwały, lub takie, które sam sobie chwałą mianuje. Są krótkie, rzadko przychodzą, a co gorsza niezapowiedzianie!
Moje dwie związane z korporacją to:
1. 2007 rok - mam spotkanie z moją korporacyjną szefową w pokoju zwierzeń (okres Wielki Brat więc i nazwa adekwatna do nastrojów społecznych). Proszę o spotkanie, ona myśli, że będę domagał się podwyżki, a ja odchodzę. Po prostu. Mam plany, wyjeżdżam, sorry.
Ona nie domaga się wyjaśnień. Mówi: trudno, szkoda, rozumiem.
Nie, nie, to nie jest ten moment, ten przychodzi później i na raty. Dowiaduję się, że mnie nie lubiła, ale moją następczynię wywaliła po 5 miechach.......TERAZ!
2. 2010 rok - ten wiąże się z moim poprzednim wpisem. Inna korpa ta sama indoktrynacja.
Swoją drogą czy myślicie, że są na świecie kursy (bo studia to chyba nie) z bycia korporacyjnym trybikiem na piątkę z plusem? Jeżeli są to poproszę o namiar. Mam listę "przyjaciół" do wysłania.
Ale wracają do chwili triumfu powiem tak: korpa + ja + podpisany kontrakt + telefon w 4. dniu rano do menedżera + odejście = łysy facet z miną taką, że mógłby stać na poboczu drogi i pobierać opłatę za przejazd autostradą bezpośrednio do ust! :D
Kolejny post postaram się popełnić jeszcze w tym roku, ale nic nie gwarantuję.