Natchniety niedawnym weekendowym wypadem do Dublina zaczalem zastanawiac sie nad wyborami ktorych dokonujemy bedac w Polsce, bedac za granica i o wyborach w ogole.
OK, kazdy przyszly czy tez niedoszly emigrant (gdy po prawdzie wystarczyloby w tym miejscu napisac: Polak, bo kazdy w Polsce) choc raz myslal o emigracji. Wyplata nie wpadla, auto stukneli a PZU dalej sie wykreca, zima trwala o 1 miesiac za dlugo, ogladales posiedzenie Sejmu o kilka sekund za dlugo etc.etc. Mysl byla. U wielu nie pojawila sie jednak, nastepujaca po niej, silna chec realizacji. Ci ktorzy pomysleli i sie zawzieli wedlug niektorych oficjalnych kanalow informacji "zdradzili swoj kraj, bo sa leniami, ktorym nie chcialo sie pracowac", wedlug innych (nie zwiazanych tak silnie z ekipa za sterem) wykazali sie inicjatywa, determinacja i pomyslem. Chcieli zmienic swoje zycie i zrobili to. O efektach tej zmiany pozniej.
Emigracja, rozumiana bezposrednio jako wyjazd, ma byc poprawa bytu. Prosta, przyziemna, codzienna. Ma nam sie na tej obcej ziemi zyc lepiej, latwiej, przyjemniej, bardziej dostatnio niz na ziemi rodzinnej.
Czy jednak doglebnie analizujemy cel podrozy? Czy konsultujemy swoje wybory z rodzina, przyjaciolmi? A moze zdajemy sie na zdanie obcych, znajomych znajomych, ktorzy juz gdzies byli, lub sam tam nadal? Kuzyn sasiada z gory to naprawde wystarczajaca rekomendacja dla Liveropoolu? Dawny kumpel z liceum zachwali nam Amsterdam na tyle ze wybierzemy go na swoj nowy dom? Jakimi kierujemy sie przeslankami? Pogoda (ulubiony wyznacznik mojej mamy. Wedlug niej idealne miejsce na swiecie to Tel Aviv. Srednia temp. roczna +25 stopnii. A bombowcy samobojcy, coz, moglo byc gorzej, mozna mieszkac na osiedlu Ruchu Chorzow), standard zycia? znajomosc jezyka tubylcow? wysokosc zarobkow (to chyba najczesniej wybierany)? Kazdy wlasciwie tak samo dobry i istotny na starcie.
Co jednak, gdy zle sie wybralo a zorientujesz sie juz po fakcie. Osiadles gdzies, zadomowiles sie, myslisz ze jest ok i jeb!
Wracajac do kilkudniowego wypadu do Dublina, od ktorego zaczalem ten post. Kilka faktow podanych na sucho:
Minimalna pensja to 9,50 euro na reke (w UK, "u nas" 5,12).
Koszt wynajmu 3 pokojowego mieszkania ok.1200 euro (u nas ok. 1500-2000).
Tygodniowy zasilek dla bezrobotnych 198 euro tygodniowo (u nas 60 funtow).
Analizujac powyzsze i biorac pod uwage, ze dzieki pazernosci jednych i glupocie drugich (o ile to nie ci sami, co szczerze mowiac podejrzewam) siedzimy w srodku credit cruncha, mozna by stwierdzic krotko: zla kurwa wyspa panowie i panie!
Sa jednak i minusy (zawsze musza byc jakies minusy!!! To jak wygrac 10 baniek w Totka i zaraz potem pomyslec: jebany podatek od wygranych to 40%, kuuuuuuurwaaaaaa).
Big Mac Zestaw w MacSzicie to wydatek ok. 8-9 euro (u nas nie wiecej niz 5 z hakiem).
Dzienny bilet na linie komunikacji miejskiej to 6 euro (u nas 4,40).
I cos, od czego powinienem byl zaczac, a zostawilem na koniec, sprawa podstawowa, absolutny polski priorytet, ceny alkoholu. I to zarowno tego spozywanego w knajpach jak i kupionego w sklepie i konsumowanego w domowym zaciszu!
Wsadzcie sobie w dupe te 9,50 na godzine, gdy kufel piwa kosztuje 5,50. Ten kto powiedzial ze Irlandczycy lubia wypic klamal! Bo pijak nigdy nie dopusci do tego zeby woda kosztowala wiecej niz zestaw w Macu! NIGDY!
Zostaje tam gdzie jestem. Tam gdzie morze szumi, mewy skrzecza, boisko do pilki dalej jest prostokatne, a pint'a kosztuje max. 3,50!
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment